KTOŚ, bardzo nieśmiało: — Ale jest przecież wielki zegarmistrz!
INNY GŁOS: — Och, skoro schodzimy do cechu zegarmistrzów!
— Słuchajcie — ciągnie niewzruszony Gautier — przyjąwszy istnienie żyjących stworzeń na słońcu, człowiek mający pięć stóp wzrostu na ziemi, miałby 750 mil wzrostu na słońcu; to znaczy, że podeszwy twoich butów miałyby dwie mile, tyle co ma morze w najgłębszym miejscu. I, stojąc na tych dwu milowych podeszwach, posiadałbyś 75 mil męskości w stanie naturalnym...
— Och!
— Widzicie — ciągnie Gautier — nieśmiertelność duszy, wolna wola, to bardzo zabawne zajmować się tym do dwudziestego roku, ale potem to nie uchodzi. Trzeba postarać się mieć kochankę, która by szanowała wasze nerwy, urządzić się wygodnie u siebie, mieć ładne obrazy, a zwłaszcza dobrze pisać. Tak, to główne: zdania porządnie odrobione, trochę metafor... Zwłaszcza metafory, to ozdabia egzystencję...
— Największa siła religii chrześcijańskiej — mówił z cicha Goncourt — to że ona jest religią smutków życia, nieszczęść, zgryzot, chorób, wszystkiego co utrapia duszę, serce, ciało... Zwraca się do tych, co cierpią. Przyrzeka pociechę tym, co jej potrzebują, nadzieję tym, co są zrozpaczeni. Religie starożytne, to były religie radości człowieka, uczty życia. To jest różnica taka, jak między wieńcem z róż a chustką do nosa. Religia chrześcijańska służy, kiedy się płacze...
— Kobietom. Religia jest u kobiety częścią płci.
TAINE: — Och, ten spleen160, to choroba związana z naszym zawodem. Trzeba zwalczać spleen wszystkimi środkami higieny, moralności, metody!
JULIUSZ GONCOURT: — Ależ cały nasz talent związany jest z tym chorobliwym stanem nerwów!
EDMUND: — Kto wie, może nasz talent to jest połączenie chorej wątroby z chorym sercem...