— Są jeszcze ludzie naprawdę uczuciowi. Na przykład generał Sebastiani, który, kiedy mu przyniesiono wiadomość o zamordowaniu jego córki, rzekł: „Chwileczkę... żeby to nie zaszkodziło memu zdrowiu”...
Rozmowa schodzi na kolekcję, jaką gromadzi Flaubert; twierdzi, że mu jest potrzebna dla jego twórczości. Świeżo wcielił do niej pisemną spowiedź pederasty, który zabił z zazdrości swego kochanka i którego zgilotynowano w Hawrze; spowiedź pełną szczegółów równie intymnych, jak nabrzmiałych namiętnością. Na to Goncourt:
— Można by zrobić ładne wydawnictwo z takich dokumentów, pod tytułem: Sekretne archiwa ludzkości...
— Bądź co bądź — mówi ktoś — wolałbym, aby nasz obiad mniej był podobny do sekretnego archiwum. To nie dodaje apetytu...
Piąty obiad
Śmierć księcia de Morny. Doktor Robin zaczyna mówić o ciężarze mózgu jako o znamieniu inteligencji. Prawidłowy mózg — powiada — wały 1350 do 1400 gramów; mózg ważący 1100 jest prawie zawsze mózgiem idioty. Mózg księcia de Morny ważył 1600 gramów.
SAINT-VICTOR: — Ileż w takim razie ważył mózg Goethego?
GONCOURT: — Kto wie, czy mózg jakiego Rotszylda nie waży tyle, co mózg Aleksandra Wielkiego i czy talenty uważane za niższe — na przykład finansisty w porównaniu ze zdobywcą albo z pisarzem — nie są produktem tych samych i równowartościowych organów?
Wyjątkowo Sainte-Beuve się spóźnił: zanim przyjdzie, obmawia się po trosze Sainte-Beuve’a.
— Ileż on faz przeszedł — powiada ktoś. — Najpierw uwielbiał Wiktora Hugo: najlepsze wiersze, jakie napisał, pisane są do — jego żony. Potem saint-simonista; potem mistyk, o mało że nie chrześcijanin. A teraz...