GONCOURT: — Historia to powieść, która się zdarzyła — powieść to historia, która mogła się zdarzyć.

FLAUBERT: — Dla mnie fabuła, to rzecz zupełnie obojętna. Kiedy piszę powieść, chcę oddać tylko barwę, odcień. Na przykład w moim romansie kartagińskim chciałem zrobić coś purpurowego. W Pani Bovary chciałem oddać ów ton, ów kolor pleśni, w jakiej żyją stonogi. Fabuła, koło której rzecz miała się kręcić, obchodzi mnie tak mało, że, na kilka dni zanim się zabrałem do pisania, wyobrażałem sobie panią Bovary zupełnie inaczej. To miała być — w tym samym środowisku, w tym samym tonie — stara panna nabożna i cnotliwa... Ale potem zrozumiałem, że to byłaby niemożliwa figura...

— Mówicie, że powieść to historia! Ależ historia też ulega przeobrażeniu, ona też nie jest tym, czym była dawniej.

SAINTE-BEUVE: — Dzisiejsza koncepcja historii to bankructwo opatrzności. Historia to seria przypadków.

— Historia to znaczy historyk. Otóż bywają tak mali historycy wielkich rzeczy, że przywodzą na myśl owe ostrygi, będące świadectwem potopu.

RENAN: — Są jednakże prawa rządzące zdarzeniami. Widzę, że pan Berthelot jest też mego zdania.

— Czasem rolę opatrzności obejmuje człowiek. Morderca polityczny, czyż to nie jest człowiek, który uzurpuje sobie prawa Pana Boga?

— Taka bomba Orsiniego! Italia wolna — i może papiestwo, to znaczy katolicyzm, umrze od tej bomby.

— Morderstwo polityczne to najwyższe napięcie heroizmu obecnych czasów. A kiedy się powiedzie, czy to nie jest oszczędzenie rewolucji przez poświęcenie jednego człowieka?

— W tydzień po tym zamachu ktoś mówił do księcia d’Aumale:227 „Cesarz zachował się wybornie. — Jak mój ojciec, odparł książę d’Aumale, za każdym razem, kiedy go próbowano zamordować; ale zaczekajcie... nie upłynął tydzień, a mój ojciec popełnił zawsze jakiś gruby błąd... ”