To go dzieliły ojce po starszyźnie,

A zaś do skarbca każdy za swe grzychy

Miał dwa wytrychy.

Jak przyszło Księdzu dla dobra klasztoru

Zatłamsić kogo, to mu bez jankoru3

Póki ta zipie, własną dłonią leje

Świente oleje.

Codziennie rano, nabożnym zwyczajem,

Spowiadały się ojcaszki nawzajem,

By chtóry trafił, jak przyńdzie potrzeba,