Na Kaźmierz każę pędzić w skok.

Panie Gajer, mówię bez tchu,

Potrzebuję gwałtem koron stu,

Jak tylko trochę odegram się,

Z procentem oddam je.

Popatrzył na mnie bestia Żyd:

Jakie sto? niechże pan ochłodnie;

Jak pan ma sprzedać stare spodnie,

Bierz pan trzy reńskie i sy git.

Przeklęte bydlę, jeszcze drwi!