Ale bardziej zajęła mnie inna wiadomość: otwarcie zakładu dla małoletnich przestępców w Studzieńcu125; właśnie w tym r. 1877 uroczyście go poświęcono. Oto wrażenia korespondenta:

...Całość nader miły przedstawia widok... wzorowy porządek, schludność prawdziwie wytworna... nieświadomy celu nigdy by z pewnością nie poznał, że znajduje się w obrębie zakładu karnego...

Sprawozdawca kwestionuje tylko pedagogiczną trafność nagród pieniężnych, „od jednej kopiejki do czterech za każdy dzień dobrze spełnionej pracy”. Troska się, że „system nagród budzi chciwość i, jako zachęta do dobrego, sprzeciwia się samemu pojęciu dobra, ku któremu jakoby ma skłaniać młodociane umysły”.

Razi go też „przesadny w niektórych szczegółach wykwint, przechodzący miarę najuczciwszej pensji obywatelskiej”; ale to jest (powiada) kwestia do dyskusji. Dyskusja ta odbyła się w istocie... na procesie karnym w 52 lat potem.

Tu znów co innego: Rossi126 przyjechał! Któregoż z czytelników, wychowanego jak ja na Lalce Prusa, nie zelektryzuje ta wiadomość? Teatr przepełniony wykwintną publicznością, w parterowej loży panna Izabela Łęcka, opuściwszy rękę w długiej rękawiczce z wachlarzem przez parapet, pożera oczami Rossiego...

Cała Warszawa ciśnie się oglądać Rossiego, Warszawa szaleje. „Na Otellu kilka dam zemdlonych wyniesiono”, notuje kronikarz. A potem ironizuje piękne słuchaczki:

Przypatrzcie się tym damom nie widzącym i nie patrzącym na artystę, ale przez cały czas czytającym pilnie tekst tragedii. Jakże im pięknie w tym zaczytaniu — jak znać zaraz panie wielkiego świata, które nie miały czasu w całym swoim życiu ani na dzień jeden przed przedstawieniem, dowiedzieć się o tym, co to był za jeden ten Murzyn awanturujący się na scenie, lub ten Hamlet, który tyle ludzi kładzie trupem...

Nowa sensacja: premiera Wielkiego człowieka do małych interesów127. Recenzent charakteryzuje bohaterów:

Karolowi przypatrzywszy się bliżej, dopiero poznajemy ten grunt szlachetny, na którym, przy stosunkach szczęśliwszych, mogłaby wyróść128 chluba dla ogółu: każda nawet z jego śmieszności usprawiedliwia o nim to zdanie, kiedy np. nie mając żalu do Jenialkewicza, którego niedołęstwu, zapewne wprawdzie przy własnej nieoględności, zawdzięcza utratę majątku, szuka po starych herbarzach jakiej prababki ciotecznej, aby zbogacony jej spadkiem mógł stanąć do konkursu o rękę Matyldy...

Oryginalne mieli wówczas w kołach ziemiańskich pojęcia o „chlubie dla ogółu”; bardzo pouczające!