Ale oto znów dobroczynność: w ogóle dużo jest mowy o dobroczynności; tu i ówdzie jakaś piękna rycina, na której dama jadąca na bal wysiada z karety, aby podnieść zemdloną z głodu sierotę o szlachetnych rysach twarzy. Tu znów statystyka: wykaz urzędowy domu podrzutków:
Na 265 dzieci, zmarłych w ciągu czterech tygodni, 171 pożegnało się z tym światem w domu podrzutków. Trzeba obmyślić sposób zaradczy... Nie zapominajmy ile w ten sposób ubywa corocznie sił krajowi!... Jeżeli dzieci podrzucone dają tak ogromny procent śmiertelności, to kto wie, czy utrudnianie podrzucenia czy oddawania nie umożliwiłoby lepszego wyżywienia, a więc i utrzymania przy życiu mniejszej ilości dzieci? Lepiej mniej przyjmować i te odchować, aniżeli nie ograniczać się w liczbie, ale kazać im umierać z głodu.
Bardzo logicznie, ani słowa; tylko co się stanie z tą resztą?
Z podrzutkami jeszcze pół biedy, cala bieda natomiast jest z socjalizmem:
W Berlinie wciąż odbywają się zebrania i posiedzenia socjalistów... Nowe mrzonki i ułudy nęcą nieszczęśliwych... głód, chłód, troska i nędza nie są dobrymi doradcami, nie pozwalają trzeźwo na świat patrzyć. Ze złudną nadzieją, że jakoś to będzie lepiej, ubogi podaje rękę apostołom przewrotowych idei i tym sposobem szeregi socjalistów rosną w oczach...
Ale nie trzeba Berlina: i w Warszawie dzieją się dziwne rzeczy, dziś nawet nie do pomyślenia:
Że się tak dzieje w Warszawie, że p. X. tu urodzony, wykładający historię powszechną pannom, poniewiera religię katolicką, a prawiąc o Papieżach nie używa innego wyrażenia jak „ci durnie” — to jest rzecz pewna, krwawymi głoskami zapisana w sercach słuchaczek.
Kto to mógł być taki ten pan X.? Może Świętochowski129?
I znów teatry. W ówczesnych pismach skneblowanych cenzurą teatr zajmuje olbrzymie miejsce. O tym samym Rossim całe rozprawy, analizujące każdy gest, każde drgnienie brwi wielkiego tragika. Zrozumiałe też poruszenie wywołała wieść o pożarze kilku teatrów. W Paryżu odbywają się próby środków zaradczych:
Wynaleziono płyn chemiczny, którym napojone tkaniny nie palą się, ale trawią się powoli. W łóżku drewnianym z siennikiem i firankami muślinowymi położono dużą lalkę, przybraną w różnokolorowe jedwabne materie napuszczone rzeczonym roztworem i podłożono ogień pod łóżko...