Wyborny pomysł, tylko po co ta lala? Wystarczyłoby podpalić różnokolorowe materie?...

I znów inny kłopot: „Cieszmy się, powiada z ironią kronikarz,

p. Trapszo130, jak donoszą „Nowiny”, zamówił u jednego z tutejszych malarzy kurtynę, na której za odpowiednią opłatą umieszczone będą rozmaite anonse. Cieszmy się z tej nowości! Zamiast Fredry i innych twórców komedii polskiej, będziemy oglądać szyld kiełbaśnika, lub czytać anons o świeżym transporcie śledzi lub sera szwajcarskiego...”

Odczyty hr. Stasia Tarnowskiego o literaturze polskiej; damy tłoczą się i wykrzykują po francusku: „Qu’il est beau!”131

Z innej beczki, i dosłownie z beczki: woda w Saskim Ogrodzie!

Straszliwy zawód! Zbadano chemicznie wodę w Saskim Ogrodzie: przekrzyczana, osławiona woda Saskiego Ogrodu, ta woda, którą się poili emeryci w przekonaniu, że wraca im młodość, zmęczeni młodzieńcy w przekonaniu, że odzyskają przez to herkulesową siłę — i różane panienki w przekonaniu, że przez to na zawsze zatrzymają swe rumieńce — ta woda, której odbyt stokroć był świetniejszym aniżeli niejednego z pierwszorzędnych bufetów restauracyjnych, ta woda nareszcie, którą zamykaliśmy usta cudzoziemcom, ilekroć poważyli się obmawiać napój nasz codzienny — okazała się dopiero szóstorzędną pod względem dobroci!

Ta znów karta przypomina nam, że jesteśmy w dobie pierwszych walk o emancypację. Kłosy wskazują najwłaściwszą jej drogę:

Nie możemy się powstrzymać od przytoczenia ustępu z korespondencji młodej kobiety, jako wybornie charakteryzującej najlepszą drogę do pracy otwartą zawsze dla kobiet, gdy te nie myślą o tym, by zostać lekarzami, adwokatami lub w ogóle rywalizować z silną połową rodzaju ludzkiego. „A więc do dzieła siostrzyczki, — praca i praca to nasze hasło, to nasza emancypacja! Nawdziejmy rękawki, przypaszmy fartuszki, kluczyki załóżmy za paski... lecz złóżmy naradę, co która dziś robić zamierza... Ja biorę na siebie kurczątek gromadę i gąski, kaczki, indyki... Dla ciebie obórka, wnet krówki wydoją, obejrzyj, czy naczynia czyste. Zbierz oto śmietanę, niech Kasia masełko zaczyna. Maślanka do klusek dla żwawej czeladzi... serwatka na barszczyk się przyda. A ty co wolisz? Warzywa pilnować, czy kwiatki polewać, czy smażyć poziomki, filtrować maliny? Czy kwasić ogórki, czy solić wędliny, czy pszczółki hodować, miód polski przyrządzać?” etc. etc.

Tu coś specjalnie dla mnie. Sam Józef Ignacy Kraszewski pisze o świeżo wydanej Korespondencji Balzaka:

Z nowości literatury francuskiej może, na pozór przynajmniej, najmniej pociągające będą świeżo wydane listy Balzaka. Starano się w nich pewnie uniknąć wszystkiego, co by pisarza w złym świetle potomności mogło ukazać, wybrano to, co się tyczyło jego życia literackiego, a jednakże żadna siła ludzka nie potrafi prawdy osłonić. Balzac przedstawia się nam tu nie jako pisarz, mający przed sobą cel wyższy, zadanie artystyczne; nie jako człowiek czerpiący natchnienie w tym, czym drgały i żyły jego lata i kraj jego, ale jako — niestety — wyrobnik, skazany na zapracowanie grosza, na oswobodzenie się z więzów potrzeb codziennych i ciężarów gniotących go. Widzimy go nie piszącego dzieła, ale, wedle wyrażenia francuskiego, faisant la copie. Siedzi całe noce, zalewa się kawą czarną, zamordowuje wysiłkiem, aby zarobić, zarobić tylko. To myśl, to cel. Raz w życiu spotkaliśmy się z Balzakiem: uderzyło nas naówczas to jedyne zaprzątnięcie jego rachunkiem i pieniędzmi, nie mówił o niczym innym. Zdawało się to nam przypadkowym — listy dowodzą, że było normalnym.