Wielki talent, intuicja człowieka potężna, jeśli się tak wyrazić godzi, wsparta pracą ogromną, starczyły mu i zastępowały znajomość istotną ludzi i świata, w którym żył mało. Listy zostawiają po sobie przykre wrażenie, jako świadectwo męczeństwa poniesionego dla urojonych celów...
Rzecz szczególna! Dziś właśnie z tych walk i zmagań się Balzaka wydobyto najbardziej patetyczne rysy jego biografii, dzięki tym listom odbudowano tę potężną i jedyną postać. Kraszewski, zdawałoby się, bardziej niż kto inny powołany, nie odczuł tego, brakło mu perspektywy.
Ale nowe sensacyjne nazwisko: Sacher-Masoch132, który dziś jest już tylko legendą i terminem medycyny sądowej (masochizm), wówczas był aktualnością literacką. I o dziwo, polemika literacka, którą przytaczają Kłosy z jakiegoś niemieckiego pisma, objawia nam osławionego autora Wenus w futrze jako... szermierza idealizmu. Oto cytat z niemieckiego pisma:
Rozmiłowanie się p. Mazocha w paradoksach i teoriach rozwesela czytelnika. Mówi np. „że poezja ma do spełnienia zadania obyczajowe i moralne”, gdy przecież mógł się dowiedzieć u Lessinga133, Kanta i Schopenhauera, że poezja, jak każda sztuka, nie ma celów, a zatem już dlatego nie może mieć zadania „wytwarzać nowe prawdy i poglądy”.
Również myli się twierdząc, że moralność jako nauka z wzrastającym samopoczuciem wzrasta także, bo przecież wiadomo jest, że etyka od czasów Arystotelesa aż do naszych dni tak samo mało postąpiła jak i logika.
Moglibyśmy się spodziewać, że Kłosy ujmą się za biednym Masochem, i że twierdzenia, iż etyka postąpiła od czasów Arystotelesa (bodaj przez chrześcijaństwo!), że „poezja ma do spełnienia zadania obyczajowe i moralne”, powinny być raczej sympatyczne redakcji naszego tygodnika. Gdzie tam! Kronikarz Kłosów jeszcze przylepia od siebie Masochowi:
Zatem, panie Mazoch — znaliśmy już literacką wartość Twoich utworów, których tłem były zawsze fałsze obyczajowe lub fałsze historyczne co do ludu polskiego; tylko szersza publiczność nie umiała sobie zdać sprawy z wrażenia przykrego, spowodowanego Twoimi teoryjkami pseudofilozoficznymi.
Lecz dziś nie może być wątpliwości, że takie teorie filozoficzno-estetyczne są tylko polowaniem na oryginalność, są jej pozą, ale i do rzeczywistej oryginalności tak im daleko, jak Tobie, panie Mazoch, choćby do p. Emila Zoli, który, obrzydły z wielu względów, ma przecież wielki talent i oryginalność niezaprzeczoną.
(Godzi się podkreślić: w ówczesnych polemikach, nawet wymyślając sobie, Ty i Twój pisało się dużą literą).
Jak wam się podoba to Pokłosie? Czy nie dobrze oddaje dość smętny „żywot poczciwych ludzi” w Warszawie w r. 1877? Czy to nie jest w istocie mała „podróż w czasie”?