Ale to drobiazgi. Ważniejsza w tej chwili była dla mnie kwestia Pamiętnika. Nie omyliło mnie zaufanie do pamięci Stanisława Estreichera. Opowiada mi, co następuje:
W roku 1887 czy 1888 (powiada), ojciec zakomunikował mi, wówczas młodemu chłopcu, taką rzecz. Przyjechał mianowicie z Włoch pan Wołyński i wręczył ojcu opieczętowany pakiet jako depozyt do Biblioteki Jagiellońskiej, z tym, że ma być otwarty w którymś roku, czy też po śmierci jakichś osób; jakich, nie pamiętam. Pakiet ten miał zawierać jakieś bardzo drażliwe papiery, tyczące Mickiewicza. Ojciec był tym depozytem i tą wizytą bardzo przejęty, opowiadał mi to zaraz na gorąco. Nie wiem, dodaje prof. Stanisław Estreicher, czy to były pamiętniki Zofii Szymanowskiej, raczej przypuszczałem, że to były listy Celiny Mickiewiczowej do siostry Zofii. Nigdy nie słyszałem o tym, aby ktoś ten depozyt odbierał; sądząc z zainteresowania ojca, jestem pewien, że byłby mi powiedział, gdyby pakiet wycofano. Myślę więc, że ten depozyt powinien się znajdować w Bibliotece Jagiellońskiej.
Wracam jeszcze raz do dyrektora Kuntzego i powtarzam relację prof. Estreichera. — Żadnego takiego pakietu w Bibliotece nie ma, odpowiada. Nie ma już w Bibliotece zakamarków, gdzie by się coś mogło utaić; przy niedawnym porządkowaniu przetrząśnięto wszystko. Pomówię jeszcze z panem Birkenmajerem177, z panem Barem178, ale nie sądzę... konkluduje dyrektor Kuntze.
A teraz zestawmy daty z korespondencją, którą cytowałem swego czasu w artykuliku moim W odlewarni brązu179. W roku 1889 Wołyński pisze Władysławowi Mickiewiczowi, że Pamiętniki te zostały darowane „pewnej bibliotece”, opieczętowane, z tym, że mają być otwarte aż w roku 1915. Po dłuższej korespondencji, w której Wł. Mickiewicz nalega na wydanie mu Pamiętników a Wołyński się wzdraga, mamy wreszcie ślad w liście z 22 lipca 1890, że Władysław Mickiewicz dostał wreszcie upragnione Pamiętniki; pisze bowiem pod tą datą co następuje:
Dzięki, kochany panie. Od początku naszych pertraktacji jedną rzecz wiedziałem, że nie działasz powodowany interesem osobistym, i dlatego przyszliśmy do zgody. Syn Kraszewskiego stoi na gruncie czysto komercyjnym i dlatego trudno z nim przyjść do ładu, odpisał mi, że nie może nawet udzielić rękopisu, ponieważ jest już ogłoszony w katalogu przedmiotów do nabycia po Ojcu...
zaś tegoż roku 12 września jeszcze wyraźniej:
Prosił pan, abym o posiadaniu rękopisu nikomu nie wspomniał. Lenartowicz pisze, że mu pan o tym fakcie doniósł, przypuszczam więc, że nie wchodząc w szczegóły mogę się do jego posiadania przyznawać?
Przypuszczenia można tedy czynić rozmaite. Albo Wołyński oddał Pamiętnik Szymanowskiej, opieczętowany, Estreicherowi w r. 1887 czy 1888, a potem, nękany naleganiami Władysława Mickiewicza, dał mu w r. 1890 upoważnienie do odebrania go z Biblioteki Jagiellońskiej;
albo pakiet zawierał, obok innych papierów, kopię Pamiętnika, oryginał zaś został w Rzymie, skąd przeszedł do rąk Władysława Mickiewicza; albo w krakowskim pakiecie były nie Pamiętniki, tylko inne papiery (listy) tyczące Mickiewicza.
To pewna, że były ważne papiery i znikły bez śladu. Widzieliśmy, jaką czynność rozwijał Władysław Mickiewicz, aby wydobywać wszystkie papiery tyczące wielkiego ojca, które mu się wydawały drażliwe; mógł wydobyć i te. To, że nie ma żadnych śladów depozytu, to niczemu nie przeczy; w owym czasie załatwiało się te rzeczy dość familijnie, mógł zresztą i ten ślad być wycofany. Zresztą nie chcę bawić się w przypuszczenia; fakt jest, że było i nie ma. Jeszcze jeden dokument tyczący Mickiewicza przepadł bez śladu.