Wtem go łapie za kark dama świętej Zyty,

Rozjuszonym głosem krzyczy prosto w twarz:

Katolickich dziewcząt tknąć się ani waż!

Dobryś, mówi sobie, diabli wzięli randkę,

Gdzież ja o tej porze znajdę protestantkę?

Lecz umykać trzeba, to niezbity fakt,

Pójdę do teatru na ostatni akt.

Gość nasz, który zwiedzał cudzoziemskie kraje,

Widywał w teatrach lekkie obyczaje,

Zatem zakupiwszy cukrów cały stos,