Jakby mówił: gadaj zdrowo!
II
To rzecz nie do uwierzenia,
Co on ma za przywidzenia!
Czasem coś bez sensu maże
I mówi, że to witraże.
To znów wieczór biega nago
I rozbija wszystkich lagą.
Ciotka krzyczy: «Joseph! arrête!1»
A on: «Ciociu, to kabaret!»
Jakby mówił: gadaj zdrowo!
To rzecz nie do uwierzenia,
Co on ma za przywidzenia!
Czasem coś bez sensu maże
I mówi, że to witraże.
To znów wieczór biega nago
I rozbija wszystkich lagą.
Ciotka krzyczy: «Joseph! arrête!1»
A on: «Ciociu, to kabaret!»