Nie jedyny to autentyczny dokument takiego samobójstwa. Oto czytamy wspomnienie poświęcone młodemu i ślicznemu chłopcu, w którym zakochała się córka bogatego sąsiada. Rodzina zmusiła go do zaręczyn; grał jakiś czas komedię, pasował się79 z sobą, wreszcie utopił się w jeziorze Bodeńskim.

To znów próbka namiętnego stylu:

Bogaty przemysłowiec, niewinnie oskarżony o zhańbienie małoletnich, wychodzi z więzienia zrujnowany. Ale nie to sprawia mu najwięcej bólu. Hans, jego przyjaciel, jego ukochany, nie dał znaku życia, nie zjawił się nawet na rozprawę. Wspomina sposób, w jaki się poznali, spotkanie na sportowej wycieczce w samotnej chatce alpejskiej, zasypanej śniegiem, gdzie, odcięci na parę dni od świata, przeżyli cudowne chwile...

„Naraz, gdy tonie w gorzkich refleksjach, spogląda, oczom nie wierzy: Hans!

— Hans, to naprawdę ty? Mogęż w to wierzyć, to nie sen? Przyszedłeś? Czekałeś na mnie?

Pochylił się nad wąskimi rękami Hansa i przycisnął do nich wargi. Potem położył Hansowi ręce na ramionach, przyciągnął mocno jego smukłą postać, jakby ją chciał bronić od całego świata wrogów. Patrzał mu płonącym wzrokiem w oczy i z najgłębszego serca spłynęło mu westchnienie na wargi”...

Jeszcze tylko jedna i już koniec. Ale tę pozwolę sobie przytoczyć w całości. Tytuł: Samotny kościołek.

„Stał w lesie stary, samotny kościołek, z dzwonkiem, którego jasny głos biegł niegdyś przez ciche niwy. Zarosły drogi, zdziczał las, tak że nikt nie umiał znaleźć drogi do kościołka, zapomniano o nim.

Słońce złociło ostatnimi promieniami letni dzień, który miał się ku schyłkowi. W gąszczu ptaszek śpiewał swoją pieśń wieczorną. Zatopiony w sobie, z wyrazem bólu na obliczu, szedł pochylony człowiek przez złotą ciszę. W rękach niósł starannie zawiniętą poduszkę, w której spał mały chłopiec. Tak szedł cichy wędrowiec lasem i stanął przed samotnym zapomnianym kościołkiem. Przysiadł na wydeptanych stopniach i patrzał pytająco w siną dal wieczornego nieba. Tysiące gwiazd mrugało ku niemu. W tym kościołku pozostał cichy obcy człowiek ze swoim chłopczykiem — żył dla siebie, z dala od gwarnego świata, który go oszukał i zawiódł.

Tak przeszły dni w cichej samotności. Biegły tygodnie, miesiące, lata. Z małego chłopca wyrósł śmigły80 młodzieniec, który nic nie wiedział o sprawach świata, który nie wiedział nic o miłości i o życiu, ani nie zaznał serdecznego bólu. Aż, pewnego dnia, wezwał go ojciec do łoża, które z sobą zawsze dzielili, i prosił go, aby zadzwonił. Chłopiec spełnił ostatnią wolę ojca. Ale stary, zmęczony ojciec usnął z głębokim bolesnym skurczem ust! dusza odeszła, a zimne jego ciało leżało znużone. Pierwszy raz samotny chłopiec wylał z osmuconego serca łzy.