Temat zdawał się być niebywale obfity, lecz wyczerpał się prawie natychmiast. Na szczęście przypomniała sobie kolację.

— Czy pozwolisz — zapytała — że będę dziś... panią domu i zaproszę cię do stołu?

— Bardzo żałuję — próbował wpaść w jej żartobliwy ton — ale w tym stroju?...

— O, nic nie szkodzi, twoja pidżama warta jest mojej tualety161.

Przy kolacji starała się rzeczywiście robić za panią domu. Przysuwała mu półmiski, nalewała kawę, wybierała owoce. Bawiło ją to bardzo, nienaturalny nastrój jednak nie znikał. Szczęśliwym trafem przypomniała sobie, że nie zdała mu relacji z rozmów przeprowadzonych z Kolbuszewskim i z Blumkiewiczem. Powtórzenie ich zajęło dalsze pięć minut czasu.

Paweł słuchał uważnie. Gdy skończyła, uśmiechnął się i powiedział:

— Wszystko w porządku. Jestem z siebie zadowolony. W moich obliczeniach czasu zaszły tylko drobne i nic nieznaczące zmiany, lecz i na tym zyskałem: mam te kilka dni odpoczynku.

Spojrzała nań zdumiona:

— Powiedziałeś, że i na tym zyskałeś. Zatem?

— Czy wiesz — uśmiechnął się — ile obecnie wynosi mój majątek?... W efektywnych walorach coś około trzydziestu złotych oraz kilkadziesiąt kilogramów bezwartościowych akcji, przy pasywach sięgających kilkunastu milionów. Cóż ty na to?