Opuściła oczy. To, co usłyszała od Pawła, nie było dla niej niespodzianką. Jednakże sposób, w jaki jej to powiedział, był nad wyraz przykry. Wydało się jej, że brawuruje162 swoją przegraną, że chce jej zaimponować rozmiarami swej klęski. Było to niespodziewane u niego, niesmaczne i dojmująco przykre.
Nie pomyślała w tej chwili o sobie, nie nadużył jej zaufania, przecie oddałaby mu wszystko i wtedy, gdyby z góry wiedziała, że nie otrzyma z tego nic. Ostatecznie miała dobry fach w ręku i zawsze jakoś dałaby sobie radę. Stracił on jednak ogromne pieniądze powierzone mu przez wielu ludzi, choćby przez takiego Blumkiewicza, zarwał wiele instytucji, rezultatem czego będzie „krach, jakiego jeszcze Polska nie widziała”.
— I cóż zamierzasz robić? — zapytała, nie podnosząc nań oczu.
Wypuścił wysoko strugę dymu i przyglądając się jej zwojom, westchnął:
— Na razie odpocząć. Nie masz pojęcia, moja droga, jak to przyjemnie od czasu do czasu zatrzymać na kilka dni arytmometr163, który się ustawicznie w głowie obraca. Na razie odpocząć. Arytmometr jest teraz niepotrzebny. Pracuje zań czas, sam czas...
Gorzkie słowa cisnęły się już na usta, lecz nic nie powiedziała.
— Tak, moja droga, mam tę przewagę nad krupierem164, że wiem, gdzie się zatrzyma rzucona przeze mnie kulka. W tej rulecie nie może być pomyłek.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
— Zatrzyma się — mówił w zamyśleniu jakby do siebie — na cyfrze, której na imię miliard...
Chwycił ją za rękę i pytał przyciszonym głosem, w którym brzmiała nuta triumfu...