— Jest bardzo niedobrze. Obawiam się, prezesie, że wszystko rozleci się jak kupa papierów na wietrze.
— Zobaczymy — lakonicznie powiedział Paweł.
W pół godziny później uzyskano połączenie telefoniczne z New Yorkiem. William Willis na szczęście był w biurze.
— Halo, Will! — zawołał Paweł. — Tu Dalcz. Co ty, do diabła, wyprawiasz?
— Nie jestem głupcem, mój drogi.
— Zapewniam cię, że jesteś — zimno odpowiedział Paweł.
— Niemcy nas położyli. Trzeba machnąć ręką. Cenię twój upór, ale ja nie zamierzam pakować pieniędzy w błoto.
— Mam twoją deklarację i nie ustąpię — mówił Paweł.
— Bardzo mi przykro, ale deklaracja jest podpisana nie przeze mnie.
— Przez twego plenipotenta. To jest jednoznaczne205.