— Czy ty masz mnie za smarkacza, Will?
— Więc jedną dobę!
— Czekam do piątej, a wiesz, że słowa dotrzymam. Do widzenia.
— Niech cię diabli!
Willis z furią rzucił słuchawkę.
Isaakson otarł pot z czoła i niepewnym wzrokiem przyglądał się spokojnej minie Pawła:
— No? — zdołał wykrztusić.
— W porządku — uśmiechnął się Paweł.
Nie wątpił, że Willis zastosuje się do żądania. Rozmowa kablowa kosztowała jedenaście tysięcy franków, ale opłaciła się sowicie.
Na tym jednak nie kończyły się trudności. Przez długi szereg dni Paweł musiał ciężko pracować nad zmontowaniem zachwianej przez niemieckie bankructwo pozycji. Codziennie setki listów i depesz wychodziły w świat, codziennie długie odbywały się konferencje. Wreszcie katastrofa nadludzkim niemal wysiłkiem została pokonana.