— O, nie, mój najdroższy — roześmiał się Paweł. — Podróż trwa pięć dni.

Willis wściekał się:

— Cóż, do stu diabłów, dla twojej przyjemności mam lecieć samolotem?

— Nie. Bardzo cenię twój widok, ale w tym wypadku mogę się, chociaż z żalem, bez niego obyć. Wystarczy, jeżeli Bank Morgana zadepeszuje mi, że wydałeś polecenie przelania pierwszej raty.

— Zwariowałeś, człowieku! To stracone pieniądze!

— Głupi jesteś. Czekam do piątej na telegram Morgana. Do widzenia. Ukłony dla małżonki.

— Dalcz! Zwariowałeś! Ja tego nie zrobię.

— Zrobisz, bo jesteś rozsądniejszy, niż wyglądasz. Do widzenia.

— Zaczekaj dwa dni. Tylko dwa dni — jęczał Willis.

Paweł dość już miał tej rozmowy: