Stał przed biurkiem i ponuro patrzył w ziemię.

— Nie rozumiem, o co wam chodzi — spokojnie perswadował Paweł. — Otrzymujecie przecie wasze pieniądze regularnie?

— Otrzymuję...

— Więc czegóż jeszcze chcecie?

— To, że nie ja na nie zarabiam.

— I cóż to was obchodzi, grunt, że je macie.

Feliksiak przestąpił z nogi na nogę:

— Ja nie chcę darmo. Pracować chcę, panie dyrektorze. Kaleką nie jestem.

Paweł podniósł brwi:

— Zapracowaliście je dawniej, służąc za mego stryjecznego brata w wojsku. Nie rozumiem waszych skrupułów.