— Przede wszystkim chciałem się pani przedstawić, bo jeszcze się nie znamy.
Wyciągnął rękę i powiedział:
— Jestem Dalcz, a na imię mi Paweł.
Dziewczyna zerwała się z miejsca czerwona aż po białka oczu:
— O, pan wybaczy, panie dyrektorze, bardzo przepraszam, ale nie wiedziałam, że to pan.
— Niechże pani sobie nie przeszkadza. — Zatrzymał jej rękę, starającą się zsunąć napoczętą bułkę do szuflady. — Czy mój stryjeczny brat prędko wróci?
— Lada chwila, panie dyrektorze.
— Jeżeli pani pozwoli, zaczekam tu na niego.
— Ależ proszę — zażenowała się, zaskoczona jego uprzejmością.
— Pod tym wszakże warunkiem, że pani będzie dalej spożywała swoje śniadanie.