Zaśmiała się:
— Mam na to czas później.
Usiadł i dość bezceremonialnie przyglądał się jej. Wiedział, że jest kochanką Krzysztofa, i przyszło mu na myśl, że może mu się przydać, chociażby do wysondowania opinii stryjecznego brata o nim. Dlatego został.
— Nie dziwię się pani, że nie domyśliła się, kim jestem. Nie mam wiele podobieństwa do innych Dalczów.
— O tak — powiedziała ze specjalną intonacją.
— Czy wykrzyknik pani — zaśmiał się — mam uważać za wyraz uznania, czy też za współczucie?
— Pan dyrektor żartuje. — Spuściła oczy.
— A pani nie jest do tego przyzwyczajona przez innych Dalczów?... Mój brat stryjeczny jest, zdaje się, bardzo poważny i wszystko traktuje serio?
— Wszystko... No nie, pan Krzysztof jest czasami wesoły.
— Nie widziałem go od wielu lat...