— Mam interes.
— To niech pan idzie do „Italii”.
— Tam go znają?
— Jeszcze by nie znali. Całymi dniami wysiaduje.
W kawiarni portier rozejrzał się po wieszakach i oświadczył:
— A jakże, proszę szanownego pana, jest. Musi siedzieć w drugiej sali.
Paweł usiadł i kazał podać sobie kawy. Widział, jak kelner podszedł do stolika zajętego przez kilku mężczyzn, prowadzących ożywioną rozmowę. Po chwili jeden z nich wstał i zbliżył się do stolika Pawła z pytającym wyrazem twarzy.
— Pan Tolewski, nieprawdaż? Jestem Dalcz. — Paweł podał rękę, którą Tolewski z manifestowanym szacunkiem uścisnął.
— Do usług szanownego pana dyrektora.
— Proszę. Niech pan siada.