Dziewczyna zrobiła się purpurowa i spuściła oczy.
Paweł pochylił się nad nią i dodał prawie półgłosem:
— Nie dziwię się Krzysztofowi, że jest zazdrosny. Ile razy tu wchodzę, nie umie ukryć swego niezadowolenia. Czy pani moje odwiedziny też sprawiają przykrość?
— O, pan dyrektor żartuje...
— Nie, nie, proszę odpowiedzieć szczerze! Może mi na tym zależy. No? Sprawiają przykrość?
W milczeniu potrząsnęła głową przecząco.
— Eee, ukrywa pani wzrok — skrzywił się. — Proszę spojrzeć na mnie. Po oczach pani poznam, czy to prawda.
Podniosła nań roziskrzone bardzo niebieskie oczy.
Pomyślał, że jest ładna i że albo należy do gatunku urodzonych kokietek, albo już tak za bardzo nie kocha się w Krzysztofie. Dla próby dodał:
— A nie powie mu pani, żeśmy sobie gawędzili tu na tematy nie całkiem biurowe?