— Dzień dobry pani. Mój brat jest chory?
— Telefonowano z domu, panie dyrektorze, że nie przyjdzie, bo czuje się niezdrów.
— Nie wie pani, co mu jest? Może się zaziębił?
— Nie wiem, panie dyrektorze.
— Proszę, niechże pani siada. Nie widziała go pani od wczoraj?
Jarszówna zarumieniła się:
— Dlaczego pan dyrektor myśli, że mogłam się widzieć. Wczoraj nie miałam żadnej popołudniówki...
— O! To pani tyle pracuje, że miewa czasem i zajęcia wieczorne? — udał zdziwienie.
— Zdarza się, panie dyrektorze.
— Mój kuzyn zamęcza panią. Gdybym nie obawiał się, że jest o panią zazdrosny, powiedziałbym mu, że trzeba nie mieć serca, by zmuszać do tylu godzin pracy tak uroczą istotkę, jak pani.