Nie zdejmując swojej futrzanej czapki, pocałował ją w rękawiczkę i pomógł wsiąść.
— Co pan sobie o mnie pomyśli? — odezwała się, gdy wóz ruszył.
Uśmiechnął się:
— Przede wszystkim pomyślę, że pani jest zimno.
Odchylił połowę swego futra i otulił jej nogi.
— Cieplej tak?
— Ale panu będzie zimno.
— To zależy od pani.
— Ode mnie?
— No, tak. Jeżeli panna Marychna będzie dla mnie dobra i miła, to o chłodzie nie ma mowy. Ale jak można w takim lekkim paletku... Trzeba będzie coś na to zaradzić... Zjemy kolację w „Bristolu”134. Lubi pani „Bristol”?