— Tak?... Hm... i ja tak myślę, a nie wie pani, czy ona nie udzielała czasem lekcji tańca? Miałbym wielką ochotę.

— Ach, jak to dobrze, jak to dobrze — ucieszyła się. — Więc zatańczy pan ze mną?

— Wypijmy. — Nalał jej kieliszek.

— Cudowne to wino...

— Za pomyślność naszej pierwszej lekcji!

W chwili gdy kieliszki były już puste, orkiestra zaczęła grać.

— Chodźmy — zerwała się Marychna.

— Tak, ale nie tu — wstał również.

— Więc gdzie? — zdziwiła się.

Nie odpowiedział. W szatni podano mu futro. Przed hotelem stał długi szereg aut.