Wsiedli do taksówki.

— Ujazdowska — powiedział szoferowi.

— Czy to też restauracja? — zapytała.

— Nie. Pojedziemy do mnie. Mam doskonały gramofon, przy którym świetnie się tańczy.

Marychnie kręciło się w głowie i była nie bardzo przytomna. Pomimo to przestraszyła się:

— Nie, ja nie chcę... ja nie chcę...

— Ależ dlaczego?... Boi się mnie Marychna?...

— Nie, nie, to nie wypada. Tak nie można. Co sobie pomyślą...

— Nikt nic nie pomyśli, bo nikt nas nie zobaczy.

— Kiedy to źle, ja się wstydzę...