— Pan miał dużo przykrości? — zapytała.

— Ja?... — zdziwił się. — Nie, kochanie, przeciwnie. O... bardzo ci ładnie w tym futerku, ale przecież zdejmiemy je, prawda?

— Podoba się panu?... Ja bardzo dziękuję...

— To ja ci dziękuję, że jesteś taka miła i ładna. Pomyśl tylko: mogłabyś być skwaszona i brzydka, a tym samym zepsuć mi piękny obchód takiego sobie finału, nie, źle się wyraziłem, raczej półfinału!

Najwyraźniej był rozbawiony. Marychna pomyślała, że umyślnie robi dobrą minę po jakiejś stracie, by nie sprawić jej przykrości, i postanowiła być dla niego tym czulszą. Dlatego gdy pomagał jej zdjąć futro, zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała w usta.

— O, oswajamy się — przytulił ją mocno. — Tylko dlaczego nazywasz mnie wciąż panem?

— Ja nie wiem...

Wybuchnął śmiechem, takim szczerym, wesołym śmiechem:

— Nie wiesz? Naprawdę nie wiesz?

— Pan się ze mnie śmieje — poczuła się urażona.