— Ależ bynajmniej, moje maleństwo. Widzisz, w mojej psychice nie może się zmieścić pojęcie robienia czegokolwiek bez uświadomienia sobie, co mną powoduje. Rozumiesz?...
Skinęła głową:
— Rozumiem. Na przykład pan powinien by teraz martwić się, że jakiś interes mu się nie udał, a udaje wesołego, by ukryć przede mną swój prawdziwy nastrój.
Powiedziała to jednym tchem, wiedziała, że zaskoczyła go swoją przenikliwością, i nie omyliła się. Zatrzymał się nieruchomo i szeroko otworzył oczy:
— O...? — przechylił głowę.
— Naturalnie — dodała z przeświadczeniem odniesionego zwycięstwa. — Przecież słyszałam pańską rozmowę telefoniczną, a teraz pan udaje.
— Jesteś przebiegła, niebezpiecznie przebiegła — powiedział przesadnie poważnym tonem. — Ale wyobraź sobie, że twoja obecność wynagradza mi wszelkie przykrości. No, chodźmy zwilżyć nasze gardła.
W sąsiednim pokoju stały na stole owoce, wysokie kryształowe kieliszki i srebrny kubeł z lodem, z którego wystawały dwie grube odrutowane szyjki butelek.
Przy trzecim kieliszku Paweł powiedział:
— Marychno! Jesteś jedyną istotą, z którą dzielę moje dzisiejsze pierwsze wielkie święto.