Usiadł naprzeciw i czekał dobrą chwilę, zanim brat wyłoży swoje pretensje. Ten jednak widocznie nie wiedział, od czego zacząć.
— Służę — powtórzył niecierpliwie, widząc, że tym jeszcze bardziej deprymuje169 rodzeństwo.
— No, mówże, Zdzichu — poruszyła się w fotelu Halina.
— Chcieliśmy cię zapytać... hm... chcieliśmy dowiedzieć się, czy to jest możliwe, co mówi Jachimowski...
— Nie on, ale Ludka — poprawiła Halina.
— Wszystko jedno, więc Ludka, że ty podstawiłeś Tolewskiego i wykupiłeś nasze udziały na jego nazwisko?
Paweł zapalił papierosa:
— A można zapytać, co to was obchodzi?
— Dziwny jesteś... No, przecie to nasze udziały!
— Były wasze — spokojnie podkreślił Paweł. — Były do czasu, aż je ojciec sprzedał.