Jachimowski podszedł do okna i bębnił palcami po szybie. Przez dłuższy czas panowała cisza.

— W jaki sposób mogło to dojść do wiadomości pana Karola? — odezwał się Jachimowski.

— Mniejsza o to. Jeżelibym ci nawet odpowiedział, w najmniejszym stopniu nie zmieniłoby to sytuacji.

— To ten szpieg Blumkiewicz!

— Może.

— Zabiję to bydlę — odwrócił się Jachimowski.

Paweł był zdumiony wyrazem jego twarzy: rysy ściągały się, z cienkich rozchylonych warg wystawały żółte, czerniejące zęby, oczy były prawie nieprzytomne.

— Życzę ci powodzenia, ale mnie to już nie obchodzi — wzruszył ramionami Paweł. — Mnie zależy tylko na jednym: na uniknięciu publicznego skandalu. Stryj powierzył mi przeprowadzenie dochodzeń i obliczenie kwoty nadużyć, którą trzeba będzie wymienić w skardze do prokuratora...

— Pawle!

— Słucham cię?