— Przecież jesteś moim szwagrem!
— Niestety.
— Wiesz co, ja zatelefonuję po Ludkę, przecie tego nie można robić, przecie nie chcesz, bym sobie w łeb palnął!
— Dajmy spokój frazesom. W łeb sobie nie palniesz, a co tu Ludka ma do mówienia?
— Przecie jesteście rodziną. Nie, Pawle, ja nie wierzę w to, byś ty mógł mnie, mnie i twoją rodzoną siostrę narazić na coś podobnego.
— W każdym razie nie pragnę tego — skrzywił się Paweł. — Ale proszę cię, podaj mi jakieś wyjście z sytuacji.
Jachimowski potrząsnął desperacko pięściami, po czym ścisnął skronie i zaczął biegać wzdłuż stołu, podczas gdy Paweł spokojnie palił papierosa.
— Zabiję to bydlę, zabiję — powtarzał.
Nagle zatrzymał się przed Pawłem i powiedział:
— A ty nie widzisz żadnego wyjścia?