— Nie.

— O Boże. Boże!... Nie, ja muszę zadzwonić po Ludkę. Ona może coś wymyśli...

— Cóż tu można wymyślić? Jedyne, to chyba pokrycie nadużyć...

— Zwariowałeś! Skąd ja takie pieniądze wezmę!

— Właśnie. No, pozostaje ci jeszcze prosić o łaskę stryja Karola.

— Ach! — beznadziejnie machnął ręką Jachimowski.

— Zresztą każdy z nas, współwłaścicieli, ma prawo domagać się zwrotu strat.

— A ty pierwszy — wyszczerzył się ku niemu Jachimowski. — Ty, psiakrew, pierwszy, ty, który jak ta zmora, jak ten...

Paweł zatrzymał go jednym ruchem ręki:

— Czekaj. Nigdy nie uważałem cię za zbyt rozumnego, ale chyba to już szczyt idiotyzmu zrażać do siebie mnie, właśnie mnie w takiej chwili.