— On miał słuszność, co ja ci będę zawalał? — niechętnie mruknął wysoki blondyn.
— Nikt się za mną nie ujmie — potrząsał głową Feliksiak. — Nikt...
— Co się rozklejasz, frajerze? — znowu prowokacyjnie odezwał się najstarszy z towarzystwa. — Sameś195 się zawsze przechwalał, że wszystkich dyrektorów masz w jednej kieszeni, a jak teraz co do czego przyszło, to dudy w miech196. Idź do naczelnego i powiedz mu, że jak cię z powrotem nie przyjmą, to dopiero zobaczą. Jeszcze cię za inżyniera wezmą. Już oni muszą mieć przed tobą pietra197.
Wszyscy trzej wybuchnęli głośnym śmiechem, a że mówił, nie ściszając głosu, a przy sąsiednich stolikach od chwili rozbicia kufla zwracano na nich uwagę, tam również rozległy się śmieszki.
Feliksiak poczerwieniał:
— Więc co, myślicie, że bujam?
— Co tam masz bujać — pojednawczo powiedział blondyn i mrugnął do sąsiada. — Bo ja wiem, może ty ich jaki krewny z lewej ręki?... Niby dowód mieliśmy. Dwa razy cię wylewali... powinni i teraz na powrót przyjąć. Mają już praktykę.
Znowu rozległ się śmiech. Feliksiak chciał się zerwać, lecz spotkał spojrzenie czujnego zza lady Kozła. Przygryzł wargi, sięgnął do kieszeni i rzucił na stolik kilka srebrnych monet:
— Panno Zosiu, płacić!
— Szkoda forsy — zakpił blondyn — Zośka ci zborguje198.