Umyślnie chciał sprawdzić twierdzenie Feliksiaka przed rozmową z nim. Teraz nie ulegało wątpliwości, że Feliksiak mówił prawdę, że zatem nie za darmo otrzymał z kasy fabrycznej swoje uposażenie. Zważywszy rzecz dokładnie, Paweł postanowił wstrzymać się od jakichkolwiek kroków do czasu powrotu Krzysztofa. Dlatego też nie wzywał Feliksiaka. Nie upłynął jednak miesiąc, gdy ten zgłosił się sam.
Stał przed biurkiem i ponuro patrzył w ziemię.
— Nie rozumiem, o co wam chodzi — spokojnie perswadował Paweł. — Otrzymujecie przecie wasze pieniądze regularnie?
— Otrzymuję...
— Więc czegóż jeszcze chcecie?
— To, że nie ja na nie zarabiam.
— I cóż to was obchodzi, grunt, że je macie.
Feliksiak przestąpił z nogi na nogę:
— Ja nie chcę darmo. Pracować chcę, panie dyrektorze. Kaleką nie jestem.
Paweł podniósł brwi: