— No, dobrze — powiedział Paweł. — Przyjdź zaraz.

— Teraz nie mogę, trudno by mi było.

— Dlaczego? — zapytał ostro, ponieważ zaś nic nie odpowiedziała, dodał: — Przyjdź zaraz, czekam, a nie zwlekaj, bo wieczorem mam posiedzenie.

Powiedział i położył słuchawkę.

„Jaki on jest szorstki” — myślała Marychna bliska płaczu, i myślała jeszcze: „Co ja narobiłam, co ja narobiłam...”

Zapłaciła za telefon, odbierając resztę, rozsypała drobne na ladzie. Gdy wyszła, była tak wzburzona, że Ottman zapytał współczująco:

— Miała pani jakąś nieprzyjemną wiadomość?

— Tak, to jest nie, muszę pana pożegnać... Pan w którą stronę?

— Może odprowadzę panią?

— Dziękuję, pójdę sama...