— Skądże...
— No, mogłaś nieostrożnie coś powiedzieć, pisać jakieś pamiętniki czy inne głupstwa. Jeżeli jest zazdrosny i niedyskretny, na pewno miał możność zajrzeć do twoich walizek i znaleźć tam dowody niewierności.
— Nie, nie — zapewniła Marychna i nagle krew uciekła jej z twarzy.
Nie pisała wprawdzie żadnego dzienniczka ani listów, ale miała w walizce fotografię Pawła. Paweł zna się na ludziach i może ma rację, że Krzysztof byłby zdolny do rewidowania jej rzeczy. Fotografię miała schowaną w neseserze, w górnej kieszonce...
— Chybaś nie ubawiła się zanadto — mówił Paweł. — Mój stryjeczny brat robi wrażenie sensata235 i cierpiętnika... zdaje się nawet, że produkuje jakieś utwory literackie. Nie zauważyłaś tego?
— Co? — ocknęła się z zamyślenia Marychna. Nie mogła pozbyć się myśli, że Krzysztof widział fotografię.
— Mówiłaś, że czytuje ci często poezje, ciekaw jestem, czy też ich nie płodzi?
— Ależ nie! On czytuje cudze poezje.
— Diabelnie romantyczny. Czasami działa tym na nerwy. I co? Wciąż patrzy na ciebie, jak kot na kiełbasę?... Pewno na krok cię nie puszczał od siebie?
— Ja tak nie lubię o tym mówić — spróbowała bronić się rozkapryszoną minką Marychna.