Krzysztof Dalcz roześmiał się:
— No... powiedzmy, będzie się pani czuła swobodniejsza...
— Ach tak...
— Ma pani zapewne jakiegoś miłego narzeczonego, będzie mógł panią odwiedzać — powiedział po chwili wahania.
Policzki Marychny zaróżowiły się gwałtownym rumieńcem, a serce zaczęło bić mocno i szybko.
Przecie to już wcale nie było dwuznaczne!
Dalcz wyjął z kieszeni dużą srebrną papierośnicę i zapalił.
— Czy zadowolona jest pani z nowej pracy? — zapytał, stojąc wciąż przy niej i udając, że nie spostrzega jej zmieszania.
— Bardzo — powiedziała z mocnym akcentem szczerości.
Chciałaby teraz zapewnić go, że jest zachwycona, że będzie starała się, jak nikt, żeby tylko był z niej zadowolony, że zrobi wszystko, co leży w jej umiejętnościach, by pozyskać jego życzliwość...