Zmieszanie jego i zdziwienie było tak komiczne, że wybuchnęła śmiechem.

Stał przy drzwiach, jedną ręką trzymając się portiery426, a drugą zasłaniając wciąż szyję. Jego brwi wznosiły się coraz wyżej, a w szeroko otwartych oczach malowało się najwyższe zdumienie.

— Tak bardzo mnie to zmienia?... — zapytała, nie ruszając się z miejsca.

— Niesłychanie! — odezwał się wreszcie Paweł.

Zaśmiała się. Jej własne zażenowanie minęło już o tyle, że zdołała spostrzec jego zmieszanie:

— Nie spodziewałeś się?

— Nie spodziewałem się, że... jesteś tak ładna — powiedział po chwili namysłu.

— Więc dobrze mi w tym?

Zbliżył się do niej i wyciągnął rękę:

— Pani pozwoli, że się jej przedstawię: Paweł Dalcz.