Podniósł jej dłoń do ust, lecz zauważyła, że jego wzrok przesunął się wzdłuż nagiego ramienia, co było odrobinę krępujące, lecz niewypowiedzianie miłe.
— Ale nie wykręcisz się — pytała, unikając spotkania jego oczu. — Musisz mi powiedzieć szczerze, czy nie wyglądam jak straszydło na wróble?
Jeszcze niedawno sama miała tego rodzaju obawy, teraz jednak była pewna, że jej powierzchowność zrobiła na nim dodatnie wrażenie.
— No?
— Owszem — odezwał się z niejakim ociąganiem się — odpowiem ci... jesteś... w tym ubraniu jest ci ślicznie.
Chrząknął i nie wiadomo dlaczego zrobił okrągły ruch ręką:
— Wybacz, ale ja nie umiem mówić tych rzeczy... Powiedziałem znacznie mniej, niż należało... Wyglądasz pięknie, to jest, jesteś piękna. Nigdy w życiu nie poznałbym cię. To zadziwiające, jak strój zmienia niektóre rzeczy... Tak...
Znowu chrząknął, wyjął papierośnicę i zapalił.
— A mnie nie poczęstujesz? — wyciągnęła rękę. — Widzisz, to zła strona sukni kobiecej, nie ma w niej kieszeni. I w dodatku nie wiem, co zrobić z rękami.
Zapaliła i zrobiła kilka kroków naprzód: