W istocie musiał sprawić sobie garderobę. Paradowanie w przyciasnych ubraniach ojca i w jego futrze byłoby ryzykiem niepotrzebnym. Wziął taksówkę i kazał się zawieźć do jednego z najlepszych krawców, później do wielkiego sklepu kuśnierskiego83. Stąd polecił odesłać sobie wspaniałe futro za cztery tysiące złotych. Wybrał najdroższe i najokazalsze, umówiwszy się, że odnoszącemu wręczy czek.
Wychodząc od kuśnierza zbadał zawartość kieszeni. Z pieniędzy wziętych od matki zostało jeszcze około trzystu złotych. Wstąpił do jubilera i kupił złoty pierścień z imponującym rozmiarami fałszywym brylantem.
O trzeciej był już w domu. Matka czekała nań z obiadem. Dwa niezajęte krzesła przy stole świadczyły o nieobecności Haliny i Zdzisława.
— Czy mama ma w jakim banku pieniądze? — zapytał, rozkładając serwetkę.
— Owszem. Nie wiem dokładnie ile, ale musi tam jeszcze być ze dwa tysiące.
— To dobrze. Poproszę mamę, by wypisała mi czek na okaziciela na cztery tysiące złotych.
— Ależ tam na pewno nie ma czterech — przestraszyła się pani Józefina. — A poza tym to... to wszystko, co mi zostało...
— To już moja rzecz, mamo, nie obawiaj się. A na czeku postaw datę o dwa tygodnie późniejszą. Do tego czasu znajdzie się pokrycie. No, cóż tam mówiło moje kochane rodzeństwo?
— Ach, wyobraź sobie, byłam oburzona. Ludwika wystąpiła z podejrzeniami.
— Więc jednak — zmarszczył brwi Paweł.