— Oczywiście obiecałem zrobić, co mogłem. Wywiązała się korespondencja i bank wreszcie zgodził się na pewne ustępstwa. Zanim jednak zdążyłem to ojcu donieść, ten otrzymał list, wysłany z banku przed samą konferencją ze mną, a grożący oddaniem sprawy do prokuratora.
— Dlaczego do prokuratora?
— Bo te dwieście tysięcy dolarów zaciągnięte były w imieniu firmy, a w jej księgowości nie było o tym żadnej wzmianki.
— No tak — zniecierpliwił się chory — ale skąd oni o tym wiedzieli?
— Pierwszy termin minął. Zwrócili się do jakiejś wywiadowni handlowej i ta ich szczegółowo poinformowała.
— Zatem w naszej buchalterii jest jakiś szpieg!
— Na pewno.
— I cóż dalej?
— Ojciec po przeczytaniu listu powiesił się — rozłożył ręce Paweł.
Zaległo milczenie.