Przysiadła na brzeżku kanapy i delikatnie, wstrzymując oddech, zaczęła wodzić wargami wzdłuż brwi. Zwykle lubił to. I Nirze zdawało się, że tą pieszczotą bierze jakoś bodaj najmniejszy udział w jego myślach. Teraz jednak odsunął Nirę zdecydowanym gestem:
— Daj spokój z tem lizaniem się — powiedział szorstko. — Nie jestem usposobiony. Że też te kobiety nie umieją nigdy wyczuć nastroju!
— Nie wiedziałam, że i od innych musisz tak się opędzać — odsunęła się Nira.
— Muszę.
— Wiem, że mnie zdradzasz — starała się mówić cicho, by nie dostrzegł jej podniecenia.
Junoszyc ziewnął:
— Zdradzam.
— Nie, to niemożliwe! — chwyciła go za ręce.
— Niemożliwe — zgodził się obojętnie.
Przywarła ustami do jego warg.