— Radzę pani wydrukować na biletach wizytowych to, że jest pani agentką Towarzystwa „Sumienność”. Zabieranie ludziom czasu przez wprowadzanie ich w błąd, jest też klęską i przed taką klęską chętnie się ubezpieczę, jeżeli wprowadzicie ten dział. Dowidzenia!
Tegoż wieczoru Junoszyc kazał Nirze uśmiechnąć się do Holbeina w kawiarni, dokąd umyślnie w tym celu przyszli. Ten gruby wół jednak nawet się nie ukłonił, choć musiał zauważyć i poznać.
Ta przykrość i irytacja Junoszyca sprawiły, że po wyjściu z kawiarni rozpłakała się na ulicy, co znowuż przyniosło jej w zysku całą litanję obelg i dwa wielkie sińce nad łokciem.
Chciała przecie jak najlepiej, zrobiła wszystko co mogła, posunęła się aż do kompromitacji, zaczepiając obcego człowieka w publicznem miejscu. Junoszyc jakby nie umiał tego zrozumieć. Jak kleszczami ściskał jej rękę:
— Mam w nosie twoją kompromitację! Słyszysz?! Gdybym ci kazał, musiałabyś z nim, czy z każdym innym położyć się do łóżka!
— Koki! — chlipała z bólu i obrazy. — Co ty mówisz?
— A co wielkiego? Ważna mi rzecz — syczał szeptem, by nie słyszeli go przechodnie. — Niby to taka świętość?... Cnota, psiakrew, dziewica!
Wyrwała mu rękę:
— Nie masz prawa tak mówić!
— Ciszej! — syknął.