— Nie masz prawa! To nikczemnie z twojej strony. Ty przecież wiesz, że przedtem nie należałam do nikogo!

— I cóż z tego?... Zdaje ci się, że to taki rarytas?... A zresztą potem już nie miałem kontroli.

Zatrzymała się i spojrzała mu prosto w oczy, on tylko zrobił niecierpliwy ruch ramieniem i dorzucił:

— Przy twoim temperamenciku!...

— Koki!...

— Z tym fajtłapowatym Murkiem pewnie też nie bawiłaś się w ciuciubabkę, lecz w...

Z naciskiem wyrzucił z siebie ordynarne słowo i dodał:

— Mnie nie oszukasz.

— Nie wierzysz? Ty mnie nie wierzysz? — zapytała rozpaczliwie.

— Graj komedję komu innemu — odpowiedział zimno. — I nie udawaj takiej prawdomównej. Kłamać to i ja mógłbym się od ciebie nauczyć. Umiesz łgać, jak z nut.