— W każdym razie — odezwał się — dr. Murek zasłużył w zupełności na ostrą naganę, którą mu mama dała.

Nira zaniepokoiła się:

— Jakto?... On był tu?...

— Nie, telefonował. Mama tym razem miała rację. Podobno tak się zmieszał, że plótł jakieś głupstwa. Kiedy się prowadzi wóz, w którym jest kobieta, nie wolno brawurować, bo...

— Czy on tu przyjdzie? — przerwała Nira.

— Zdaje się, że tak. Miał cię odwiedzić. To chyba jego obowiązek.

— Nie sądzę.

— Jeżeli nie miałabyś nic przeciwko temu, chciałbym skorzystać ze sposobności i poznać przyszłego kuzyna.

— Ależ proszę cię bardzo — odpowiedziała roztargniona, zajęta myślą, jakby pozbyć się Murka. Gdyby miał u siebie telefon!... Co za barbarzyństwo nie mieć telefonu!...

W przedpokoju rozległ się dzwonek. Nira zerwała się: