— Widziałam dziś kogoś, łudząco podobnego do twego narzeczonego.
— Ach — poruszyła kącikami ust Nira. — Nie odznacza się on zbyt oryginalną powierzchownością.
— Nie zupełną masz rację. Zresztą tylko w pierwszej chwili odniosłam takie wrażenie, a pana Murka widziałam tylko raz.
— I któż to był?
— Nie wiem. Jakiś tragarz. Ładował worki z mąką na ciężarowy samochód.
Nira wzruszyła ramionami:
— W każdym razie dziękuję ci za komplement.
— Za co? — zdziwiła się Mika.
— No, za porównanie mego narzeczonego do tragarza.
Mika nic nie odpowiedziała, tylko jej różowe, niemal przeźroczyste palce poruszyły się leciutkim gestem zniecierpliwienia. Nira spojrzała na jej ręce. Nigdy i u nikogo tak pięknych nie widziała. Ich linja, karnacja, wyraz miały w sobie coś urzekającego. Zazdrościła jej tych rąk.