— No, uczucia...

— Jakie uczucia?

Mika zaróżowiła się i wydobyła z siebie:

— Sądzę, że... miłość.

Nira spojrzała na nią z politowaniem:

— Jesteś bardzo naiwna, moja złota. Czy ty serjo wyobrażasz sobie, że ja, właśnie ja, mogłabym się kochać w takiej... cielęcinie! Jesteś pyszna. Tyś chyba sama nigdy się nie kochała?...

— Mam inne zainteresowania — powiedziała cicho.

— Więc jeszcze kiedyś zrozumiesz, że zaręczyny nie obowiązują do miłości, ani miłość do zaręczyn.

Po tej rozmowie znowu unikały się wzajemnie. Nira nie starała się nawiązać kontaktu, gdyż drażniła ją ta przesadna subtelność i wrażliwość kuzynki, jej — jak kiedyś powiedziała Junoszycowi — starannie pielęgnowana anielskość, jej równie starannie ukrywane życie wewnętrzne i te jasne „dziewicze” oczy i blade policzki.

Junoszyc, który Mikę dwa, czy trzy razy widział, twierdził, że to „smaczny kawałek, chociaż pewno mdły”. On jednak w każdej kobiecie, nawet najbrzydszej musiał znaleźć coś, co go interesowało. Jeden miał wielki plus: przy żadnej nie zatrzymywał się dłużej.