— Zgadł pan, panie Franku.

— Pani wyjeżdża? — głos jego zabrzmiał prawie tragicznie.

Zaśmiała się:

— Cóż pan taki przerażony?

— Nie spodziewałem się.

— Wyjeżdżam za kilka dni.

— Do rodziców?

— O, nie! Jadę zagranicę.

— Zagranicę? — zdziwił się. — A posada?... Przecie urlop pani wypada dopiero w grudniu.

— Ach, urlop — wzruszyła ramionami. — Dadzą mi wcześniej, albo zupełnie zrezygnuję z posady.