— Tak, dla przyjemności...

Kucharka zaśmiała się:

— Co też panienka mówi. Już tam dla przyjemności to nikt nie jeździ na koniec świata. Ja raz jechałam koleją żelazną do Lwowa... Pamiętam jak dziś. To i strach człowiekowi i tłok i tym samym wagonem rzuca. Trzy dni później chorowałam. Już przyjemności to tam niewiele. Chciałabym pojechać, ot, do Ziemi Świętej... A panienka pewno i tam będzie?

— Oczywiście, będę — skłamała Nira. Chciała czemś zaimponować Marcinowej.

Zatelefonowała do pani Lechowskiej, lecz okazało się, że nie wróciła jeszcze z urlopu. Niezadowolona zabrała się do przeglądania swej garderoby. Było jeszcze bardzo wcześnie i nie miała nic do roboty. To też ucieszyła się, gdy zadzwonił Murek.

— Niech pan przyjdzie do mnie — powiedziała mu odrazu. — Jestem sama. Byle prędko.

— Za pięć minut będę — uradował się.

— Proszę śpieszyć.

Sama otworzyła mu drzwi i umyślnie przeprowadziła do swego pokoju, gdzie były porozkładane suknie, narzutki bielizna.

— Tak tu wygląda, jakby się pani pakowała? — spytał z niepokojem.